Ola & Iwo

Pewnie nie uwierzycie, ale na ślub Oli i Iwo wszelkie portale od pogody przewidywały deszcz i wielowarstwowe chmury. Na szczęście nic takiego się nie zdarzyło i mogliśmy staropolskim zwyczajem ponarzekać sobie, że jest za ciepło…

Był to ślub w prawdziwie miejskim stylu. Ola i Iwo kochają stare miasto w Gdańsku, więc zwyczajnie wyszli sobie z domu i w spacerowym tempie udali się do Dworu Artusa, gdzie odbyła się ceremonia. Z jednym przystankiem po drodze…

Muzeum Historyczne Miasta Gdańska wynajmuje swoje sale na uroczystości i chyba przyznacie, że sam wystrój Dworu Artusa robi klimat i dodaje całej uroczystości wyjątkowego charakteru.

Środkowe zdjęcie z poniższego zestawu wzbudza we mnie duże emocje. Przypomina mi o tym jak ważną osobą w życiu każdego z nas jest tata (dzieci nie używają słowa ojciec). Jak jesteś w sytuacji, w której nie czujesz się pewnie to zawsze możesz wskoczyć tacie pod ramię i z tej bezpiecznej pozycji obserwujesz świat i to co dzieje się dookoła. Zabawne, ale takie rzeczy docierają do mnie dopiero gdy jakaś mała istota skrywa się pod moim ramieniem.

A w ogóle największym hitem w dniu ślubu są dla mnie te momenty, które dzieją się w przestrzeni rodzice i para młoda. Może przesadzone będzie to co napiszę teraz, ale te wszystkie wymiany słów, uściski i spojrzenia wymieniane przez parę młodą z rodzicami kojarzą mi się ze sztafetą, a zwłaszcza jej kluczowym elementem. Pewnie każdy oglądał kiedyś Igrzyska Olimpijskie. Biegnie sztafeta, moment przekazania pałeczki oznaczający przejęcie odpowiedzialności. W tym wypadku, odpowiedzialności za budowanie rodziny, powołanie na świat dzieci, kształtowanie świadomości kolejnego pokolenia… I tak od pokoleń. Sztafeta jak nic.

Ostatecznie miasta nie są takie złe, jeśli czytacie mojego bloga to pewnie wiecie, że lubię krótkie wizyty w dużych metropoliach, ale tym co kocham najbardziej jest natura, a jeśli mówimy o robieniu zdjęć ślubnych to już w ogóle nie ma co porównywać. Pod tym względem jestem ortodoksem. Natura ponad wszystko. Cieszę się więc, że udało mi się porwać Olę i Iwo w magiczną plażę na gdańskich Stogach.

Zazwyczaj wybieram sobie ulubione zdjęcie z danej sesji lub reportażu, tutaj niestety nie mogę się zdecydować.

Światło tuż przed zachodem słońca jest czymś co zwyczajnie uwielbiam. W fotografii wiele można wykreować. Mam tu na myśli stworzenie specjalnej atmosfery podczas sesji, odpowiednie kadrowanie, selekcję czy nawet „obróbkę zdjęć”, ale jedno pozostaje póki co nie do przejścia: światło. Tylko i aż. Stąd to takie ważne by polegać na opinii fotografów planując swoją sesję lub godzinowy plan ślubu. Wbrew obiegowej opinii na wszystko znajdzie się czas w dniu ślubu. To tak jak w życiu czy pracy zawodowej: najważniejsze jest odpowiednie planowanie.

SHARE
Marta Sotnik : 18:27 Wrzesień 29, 2016 Odpowiedz
Ślicznie :)
    Jacek Siwko : 18:49 Wrzesień 29, 2016 Odpowiedz
    Marta Sotnik w imieniu ślicznej Aleksandra Ale Nar dziękuję ;-)
    Marta Sotnik : 18:58 Wrzesień 29, 2016 Odpowiedz
    :)
Wojtek Chrapek : 08:32 Luty 15, 2017 Odpowiedz
Ja tez lubie jak sie duzo usmiechaja
    Jacek Siwko : 08:41 Luty 16, 2017 Odpowiedz
    Pogoda ducha to najważniejszy składnik zdjęć :D
Edward Trzeciakiewicz : 09:11 Luty 15, 2017 Odpowiedz
Bo trzeba mieć to coś co wywoła u nich naturalny uśmiech :) - naturalnie naturalny - podziwiamy/pozdrawiamy.
    Jacek Siwko : 08:41 Luty 16, 2017 Odpowiedz
    Trzeba mieć metodę Siwko :) Dziękuję za miłe słowa
Kasia Nowak : 09:37 Luty 15, 2017 Odpowiedz
Piękne zdjęcie!!!!
    Jacek Siwko : 08:40 Luty 16, 2017 Odpowiedz
    Dziękuję :)
Ania Tomkowicz : 10:27 Luty 15, 2017 Odpowiedz
Święta Prawda! :)
Angela Haponik : 09:04 Luty 16, 2017 Odpowiedz
Kasia ma rację l, bez uśmiechu ciężko o piękne zdjęcie pary ;P

Related Posts
Featured
Ślub w Szwecji – Anna i Christian / SAXNÄS, LAPONIA
DOROTA I KUBA – CEDRY WIELKIE
Joanna & Ricky